poniedziałek, 1 kwietnia 2013

PRZYKLEJONY - On Site ..


    
         Miało to wyjść w grudniu ale czas i inne sprawy nie pozwoliły na uzupełnienie treścią zdjęć z mojego pobytu w Skandynawi.. 


........................................................................................................................................................

        Początek Października, w Polsce złota jesień a na budowie przymrozki i pierwszy śnieg. Zewsząd na kamienistych drogach prosto pod koła wpełzają ospałe łosie. Taka jest ta cała budowa - jak te łosie, ospała.

        Nasz kolega, codziennie witał nas w pracy. 

           Zlepek różnych mentalności i podejścia do wykonywanej pracy, pod żarówiaście zielonym  płaszczem wyśrubowanych do granic absurdu zasad bezpieczeństwa w pracy. Safety manager to tutaj jak półbóg, to on decyduje że w ciągu chwili kończysz tutaj karierę i jedziesz do domu lub w najlepszym wypadku na inny „site”. Jak masz dosyć ściągasz kask na „hard-standzie” i wracasz do kraju.  Duńczycy, Polacy, Niemcy ze wschodnich landów, ostatnio Rumuni i Węgrzy to konie robocze w tym interesie na naszym kontynencie. Jedni ustalają zasady, inni muszą im sprostać. Dźwigowi, monterzy, i przedstawiciele producenta to trzy główne grupy na każdej budowie farmy. Jedni na zmianę gonią drugich, dźwigowi muszę budować główny dźwig by monterzy nie  czekali na erekcję czyli montaż turbiny, monterzy podobnie szybko stawiać by dźwig nie stał w jednym miejscu za długo, przedstawiciele producenta muszą dostarczyć podzespoły na czas, często na określoną godzinę by nikt nie czekał z montażem. Jakikolwiek poślizg z którejkolwiek ze stron to faktura za „przestój” dla strony przeciwniej.

                Pre-erekcja czyli przedmontaż. 


 Z jednej strony coraz bardziej wyśrubowane harmonogramy z drugiej narastająca papierologia i BHP. Oczywiście prawie zawsze nic nie idzie z harmonogramem, na przeszkodzie staje głównie pogoda. Z reguły większość montaży zaczyna się wczesną jesienią gdy zaczyna mocniej wiać, każdy się zastanawia dlaczego ale nie ma na to racjonalnej odpowiedzi. Chłopcy z nad Wisły chcą stawiać zawsze i szybko często naginając BHP, byle popchnąć projekt byle zjechać jak najszybciej do rodzin, do domu. Szwedzkie odludzie zdecydowanie nie sprzyja naszym. Szwedzi na budowie, odwrotnie, szanują swoją pracę ich rytm dnia w pracy wyznaczają przerwy; śniadanie, lunch, herbata. 



                       Nasi w ferworze walki. 


Nasi chłopcy zupełnie inaczej… pracują od sekcji do sekcji, nacella, rotor, kable, snak lista, sprzątanie i dalej od nowa wiatrak za wiatrakiem, szarpią się ze wszystkim. My Słowianie patrzymy na nich jak na zmanierowanych leni oni na nas jak na narwańców którzy za pół darmo wypruwają sobie żyły i nie szanują własnego ciała. Niemcy-przeważnie dźwigowi, to inny przypadek, schematyczni do granic absurdu, nudni jak flaki z olejem, jednak trzeba to wyraźnie podkreślić najbardziej konsekwentni i zorganizowani, to właśnie w ich kontenerze narzędziowym znajdziesz wszystkie skarby i narzędzia gdy jakieś żelazne ustrojstwo odmówi posłuszeństwa . Taki zlepek kulturowy to wyzwanie dla kadry kierowniczej, niby Europa bez granic a jednak każdy jest zupełnie inny. Widać to szczególnie przy wspólnych posiłkach kiedy tworzą się grupki i każdy w swoim gronie na gorąco komentuje wydarzenia dnia w swoim ojczystym języku. Język na budowie to oddzielny temat. Mieszanka Angielskiego ze wszystkimi innymi językami obecnymi na budowie. Prawie zawsze bez operatorów, często bez elementarnych zasad gramatyki wszystko jest uproszczone do granic absurdu, takie Kali pić-Kali jeść. Nawet dokumenty są idiotycznie uproszczone, np określenie „windy” oznacza pogodę w której montaż jest niebezpieczny. Stosuje się je w dziesiątkach sytuacji w których opisanie problemu wymagało by napisania co najmniej kilku zdań, a tak jedno słowo „windy” i cały wiatrakowy świat wie o co chodzi, to często swoista forma usprawiedliwienia gdy montaż idzie za wolno niż przewidywano.

 
           Dźwgowi do zawsze mają swój świat. 


Tydzień na „site” jest podzielony na dni kiedy idzie erekcja, kiedy wieje wiatr i kiedy dźwigowi przestawiają duży dźwig. Dzień zaczyna się od „tool box” czyli krótkiej odprawy na której planuje się z grubsza co kto robi. To na „tool box” właśnie „safety nudziarz” wylewa swoje żale i wymyśla różne udziwnienia które tylko chyba w jego mniemaniu mają ułatwić pracę a zawsze utrudniają- niestety. 

                   Erekcja - montaż skrzydeł. 


Nie to że bezpieczeństwo jest nie ważne bo jest najważniejsze, ale często jest to tylko pokazanie swojej nadmiernie wrażonej pozycji na budowie. Czas płynie monotonnie, a dni są takie same, wypełnione pracą od rana do nocy, na dodatek są coraz krótsze. Jednolity jaskrawy kolor odzieży roboczej dla wszystkich wzmaga to poczucie monotonności, razi w tym otoczeniu szarości. 

         Pokaz mody, wszystkie oddcienie zieleni. 


Jedyną atrakcją ma być nadchodzący w krótce tydzień polowań na Łosie. "Safety-nudziarz" podnosi ten temat codziennie rano na odprawie do rangi wojny odbywającej się na terenie budowy i wkrótce wszyscy oczekujemy przejścia prawdziwego frontu z artylerią i wojskami pancernymi. Mamy nie wychodzić poza place montażowe z obawy na snajperów, czyhających na drzewach na dziką zwierzynę. W otaczającej nudzie wszyscy są wyraźnie przejęci roztoczoną przed nami wizją otaczających nas zmagań. Niestety rzeczywistość mocno nas rozczarowała. Tydzień polowań zamiast snajperów, artylerii, frontu przyniósł kilku starszych panów w równie jaskrawych barwach jak my, poruszających się  w starych rozsypujących się terenówkach. Żadnego strzału nikt nie słyszał, krwi nie było, a ospałe terenówki wkrótce zniknęły tak jak ospałe łosie. W listopadzie nastała zima i pogoda nie pozwalała na nic co mogło nas przybliżyć do końca projektu…


Fallasberget - Zamiast ośmiu tygodni na budowie wyszło szesnaście J
Stamasen – Zamiast 24 tygodni na budowie wyjdzie 42

                             Stoją dziewczynki...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz